Miami - naszymi oczami! Part 1

by - 20:05


 

W zimowe dni, kiedy Europa przykryta jest śniegiem, a chłodne wiatry skutecznie zniechęcają do jakiejkolwiek aktywności, postanowiliśmy uciec w cieplejsze klimaty. Tym razem wybór padł na Florydę. To już nasza trzecia podróż do Stanów Zjednoczonych w ostatnim czasie i, jak się okazuje, każda z nich miała w sobie coś wyjątkowego. Z Miami wiązaliśmy ogromne nadzieje i czekaliśmy na spotkanie z jego magiczną atmosferą.

Dziś dzielimy się z Wami wrażeniami z tej podróży. Co warto zobaczyć, jak zaplanować czas, na co zwrócić uwagę i, oczywiście, ile wszystko kosztowało – to wszystko znajdziecie poniżej. Mamy nadzieję, że nasz przewodnik po Miami pomoże Wam zaplanować niezapomnianą przygodę na Florydzie.


PODRÓŻ

Naszą przygodę z Miami rozpoczęliśmy od wyboru transportu. Choć polski LOT oferuje bezpośredni lot z Warszawy do Miami, postanowiliśmy poszukać alternatywnej, bardziej ekonomicznej opcji. Na stronie Finnair znaleźliśmy bardzo atrakcyjną ofertę, dzięki której udało nam się zaoszczędzić, nie rezygnując przy tym z komfortu podróży.

Pierwszą część podróży odbyliśmy z Warszawy z przesiadką w Helsinkach. Cały proces podróży był niezwykle sprawny. Po dotarciu do Helsinek, niemal od razu przeszliśmy do gate’a i boardowaliśmy na kolejny samolot. Co więcej, wszystkie loty odbyły się punktualnie, a na pokładzie mieliśmy naprawdę komfortowe warunki. Dzięki temu, że nie było tłumów, mieliśmy cały rząd trzech foteli do naszej dyspozycji, co zdecydowanie podniosło jakość długiej podróży.

Samolot, którym lecieliśmy na długiej trasie, był nowy, a jedzenie na pokładzie bardzo smaczne. Choć lot trwał ponad 10 godzin, cała podróż minęła nam bardzo szybko i mimo, że był to lot dzienny to udało nam się uniknąć jet laga.

Całe połączenie odbyło się na zasadzie connecting flight, więc przesiadka w Helsinkach trwała tylko chwilę, co okazało się bardzo wygodne. Nie musieliśmy długo czekać na kolejny lot, a cała podróż wydłużyła się jedynie o 2,5 godziny w porównaniu do lotu bezpośredniego, no i co najważniejsze mieliśmy spokój że w przypadku opóźnień nie zostaniemy na lodzie (i to dosłownie) w stolicy Finalndii.

Podróż powrotna była równie wygodna. Zarezerwowaliśmy ją w ramach jednej rezerwacji, ale tym razem lecieliśmy liniami partnerskimi z sieci One World, czyli British Airways. Przesiadka odbyła się na londyńskim Heathrow, które choć również sprawne wymagało więcej czasu niż w Helsinkach. Tym razem na pokładzie samolotu był starszy model, ale za to mieliśmy okazję podróżować słynnym Airbus A380. To był nasz pierwszy lot tym olbrzymem, a górna część pokładu zrobiła na nas naprawdę ogromne wrażenie. Samolot jest bardzo przestronny i co ciekawe lata 2 razy dziennie! na Trasie Miami - Londyn i jest praktycznie pełny za każdym lotem.

Obsługa na pokładzie British Airways nie zawiodła. To był zdecudowanie najwyższy poziom. Warto wspomnieć, że wybór napojów i posiłków w klasie ekonomicznej był naprawdę imponujący, a w cenie biletu uwzględniono również mocniejsze alkohole. Na trasie z Miami do Londynu podróż trwała niecałe 8 godzin, więc sami nie wiemy kiedy i byliśmy już w Europie. Na lotnisku w stolicy Wielkiej Brytanii byliśmy ciągle w strefie tranzytowej więc przy takim połączeniu nie trzeba wypełniać żadnych dokumentów wymaganych obecnie do wjazdu do UK o czym warto pamiętać.

A teraz najważniejsze: za bilety w obie strony, na 9 dni w styczniu, zapłaciliśmy zaledwie 1900 zł na osobę. W cenie mieliśmy dwie sztuki bagażu podręcznego (plecak i walizkę), co w zupełności wystarczyło na naszą podróż. W porównaniu do bezpośrednich lotów, które w tym samym okresie były droższe o około 500 zł na osobę, nasza decyzja okazała się naprawdę opłacalna. Cała podróż przebiegła w bardzo komfortowych warunkach, a oszczędności pozwoliły nam na dodatkowe przyjemności w Miami.

LOTNISKO I TRANSPORT

Po przylocie do Miami byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, ponieważ przejście przez paszporty zajęło dosłownie chwilę. Po wcześniejszych doświadczeniach w Stanach, gdzie czas oczekiwania na kontrolę paszportową potrafił się dłużyć, to była naprawdę przyjemna odmiana. Krótki czas oczekiwania na stanowisku paszportowym to ogromny plus, szczególnie po długiej podróży, kiedy marzy się tylko o tym, by jak najszybciej wydostać się z lotniska.

Po przylocie od razu rzuciła nam się w oczy jedna rzecz, wszyscy dookoła mówili po hiszpańsku, a co ciekawe, nie wszyscy mówili po angielsku! Było to naprawdę ciekawe zjawisko, z którym nie spodziewaliśmy się spotkać w takiej skali. To chyba nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że Miami ma ogromną społeczność latynoską, ale wciąż byliśmy zaskoczeni, że w tak dużym stopniu hiszpański jest językiem dominującym.

Nawet w naszym samochodzie, który wypozyczliśmy ustawionym językiem był hiszpański. I to właśnie transport z lotniska to kolejna kluczowa kwestia, którą chcieliśmy się z Wami tutaj podzielić. Wiedząc, jak wygląda sytuacja w USA, wcześniej zarezerwowaliśmy samochód w wypożyczalni SD Madison Rent a Car i zdecydowanie to był dobry wybór. Polecamy tę firmę z czystym sumieniem.

Otrzymaliśmy nową Toyotę Corollę, która czekała na nas na parkingu lotniska. Odbiór samochodu odbywał się bezkontaktowo, a wszystkie instrukcje dostaliśmy przez WhatsApp. Co ciekawe, mimo że nie wykupiliśmy internetu, na lotnisku jest dostępne bardzo dobre WiFi, dzięki któremu bez problemu poradziliśmy sobie z wszystkimi szczegółami i zaplanowaliśmy trasę podróży.

Samochód okazał się świetnym wyborem, zwłaszcza że komunikacja miejska w Miami jest dość ograniczona i nie zawsze można liczyć na punktualność transportu. Przekonaliśmy się o tym, gdy jechaliśmy autobusem na mecz Miami Heat, gdzie autobusy dosłownie przyjeżdżały bez żadnego ładu i składu, a sama podróż była bardzo długa i mecząca. Natomiast wynajęcie auta dawało nam komfort i swobodę, a w Stanach, gdzie odległości są ogromne to zawsze jest ogromny plus.

Jedynym minusem wynajęcia samochodu są koszty parkingu, bo te potrafią być naprawdę wysokie, a co więcej, nie zawsze można zostawić samochód na parkingu na dłużej niż 3–4 godziny. Mimo to, paliwo w USA jest zdecydowanie tańsze niż w Polsce, co sprawia, że wynajem samochodu wciąż może się opłacać tym bardziej, gdy Wasze plany sięgają nieco dalej niż samo centrum miasta. Jeśli nie boicie się jazdy po wielopasmowych drogach, zdecydowanie polecamy wynajem auta szczególnie, że często warto wybrać się trochę poza miasto, żeby poczuć więcej lokalnej kultury i przyrody.

Jeśli chodzi o koszty, wynajem małego auta to wydatek rzędu 40–50 dolarów dziennie. Do tego dochodzi jeszcze ESTA, czyli elektroniczna zgoda na wjazd do Stanów, ale my mieliśmy ją już wykonaną w zeszłym roku, ponieważ ESTA ważna jest przez dwa lata. Dzięki temu udało nam się zaoszczędzić na tym dodatkowym koszcie (obecnie jej wyrobienie to 40 USD/os.). Jak wspomnieliśmy wcześniej, nie korzystaliśmy z internetu mobilnego, więc również na tym udało się zaoszczędzić. WiFi na lotnisku, w hotelach, czy kawiarniach wystarczyło nam w zupełności, a czasami było nawet lepiej odpocząć od ciągłych powiadomień na telefonie.




HOTEL

Ten post będzie miał charakter czysto techniczny, a już w kolejnym zabierzmy Was na wspólne zwiedzanie Miami. Na koniec oprócz kwestii transportu powiemy Wam o hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Sam pobyt zarezerwowaliśmy praktycznie na ostatnią chwilę i zdecydowaliśmy się na hotel w Miami Beach. Jest to oddzielna miejscowość która jest połozona tak jakby na wodzie i połączona z centrum Miami kilkoma mostami. To tam właśnie są najpiekniejsze plaże, słynne budki ratowników oraz znana Ocean Drive. To był zdecydowanie dobry wybór. Za nocleg zapłaciliśmy około 400 zł za noc dla dwóch osób, co jak na realia cenowe było całkiem dobrą ceną. Hotel Le Particulier Miami znajdował się w środkowej części Miami Beach praktycznie przy samej plaży. Po Miami Beach kursują darmowe tramwaje (na kołach ;) ) więc jeśli chodzi o samo podróżowanie jest ono darmowe i bardzo wygodne. Jedyny minus naszego hotelu to brak miejsc parkingowych do wykupienia przez to musieliśmy trochę kombinować z parkowaniem. Okoliczne parking są dostępne maksymalnie n 3/4 godziny i dosyć drogie. Ostatniecznie trzymaliśmy samochód w dużym garażu parkingowym około 15 minut spacerem od hotelu, a koszt takiego parkingu to 20 USD za dobę. Na darmowe miejsca w tych okolicach nie ma co liczyć, bo dla turystów takie nie istnieją ;)

Mimo wszystko jesteśmy zadowelni z tego wyboru i zdecydowanie polecamy region Miami Beach jeśli będziecie zastanawiać się gdzie zatrzymać się podczas swojej przygody w Miami. Na miejscu może jest trochę drożej, ale wbrew pozorom ceny hoteli były lepsze niż tych o podobnym standardzie w centrum Miami.

Na dzisiaj tyle! Mamy nadzieję, że widzimy się już w najbliższych dnaich, bo na pewno będzie o czym pisać ;)



You May Also Like

0 Comments