Dzień dobry wszystkim! Kontynuujemy naszą serię z Bali, ale tym razem zajmiemy się nieco inną stroną wyjazdu. Bo przecież jedzenie to nieodłączna część każdej podróży, a co powiecie na wyjątkowe smaki południowo-wschodniej Azji dodatkowo w wydaniu balijskim, który ma zdecydowanie swoje smaczki! Nie zapomnijcie zapisać sobie posta na przyszłość, bo znajdziecie tutaj miejsca rozsiane po całej wyspie i w różnych klimatach, więc na pewno znajdziecie coś dla siebie.
Dzień dobry wszystkim! Jeśli uważnie śledzicie serię Barwny Honeymoon to wiecie, że w ramach naszego miesiąca miodowego dwa tygodnie spędziliśmy na indonezyjskiej wyspie - Bali. Mimo, że do największych wysp dużo jej brakuje to jestem pewna, że praktycznie każdy z Was choć raz o niej usłyszał, a my postanowiliśmy bezpośrednio rozprawić się z legendarnymi zdjęciami i filmikami z instagrama i na własne oczy ocenić, czy jest to rzeczywiście tak magiczne i wyjątkowe miejsce. Czy było warto? Zdecydowanie! Ponieważ tylko będąc tam można poczuć ten azjatycki klimat i przekonać się o wszystkich wadach i zaletach wyspy.
Dwa światy
Skąd wzięła się popularność Bali? Oczywiście ze względu na wyjątkową przyrodę połączoną z azjatycką taniością. To właśnie ceny przyciągają tutaj najbogatszych inwestorów z całego świata, którzy w otoczeniu natury tworzą najnowsze hotele, restauracje i miejsca rozrywki. Czy to źle? Nie nam to oceniać, wielu lokalnych ludzi dalej żyje w biedzie, ale wielu z nich dzięki nowej infrastrukturze razem z pracą znalazło szansę na lepsze życie. Indonezja to jeden z najludniejszych krajów świata, a przeludnienie w dużych ośrodkach doskonale widać w Denpasar (stolica Wyspy) gdzie na niewielkiej przestrzeni żyje kilka milionów ludzi (razem z pobliskimi dzielnicami tworzącymi jedno wielkie miasto). Tysiące skuterów na drogach, jeden wielki korek w pobliżu najbardziej turystycznych miejsc. Niech podsumowaniem będzie nasza podróż taksówkę, gdzie 10 km trasy pokonaliśmy przez ponad 2h. Od tamtej pory poruszaliśmy się już tylko skuterami, którymi na Bali porusza się każdy. Ceny paliwa są bardzo niskie, co powoduje, że zjechaliśmy na naszym skuterze praktycznie całą wyspę.
Cena, gra rolÄ™
Podobne odczucie mieliśmy w Meksyku, gdzie w Tulum widzieliśmy ogromne grupy imprezujących amerykanów, dla których meksykańskie ceny w połączeniu z wybrzeżem Morza Karaibskiego były zachętą do niekończącej się zabawy. Podobnie na Bali, gdzie napływają ogromne ilości turystów nie tylko ze Stanów, czy Europy, ale również Chin i Australii ze względu na bliskość położenia. Czy rzeczywiście jest tanio? Owszem, nasz hotel 4 gwiazdkowy kosztował nas 1000 zł za tydzień pobytu plus w cenie mieliśmy transport z lotniska, co przeliczając na dolary, czy euro jest bardzo okazyjną ceną. Dlatego tak dużo ludzi wybiera Bali jako miejsce do życia i pracy online. W pięknych, klimatycznych kawiarniach spotkaliśmy masę ludzi z laptopami, którzy swój home office wykonują prosto z wyspy hinduskich bogów.
Ludzie
Bali to nie tylko natura, która jest zdecydowanie najpiękniejszym czego doświadczymy na wyspie. To przede wszystkim lokalni mieszkańcy, którzy niezależnie od statusu majątkowego są po prostu szczerzy i uśmiechnięci. Na Bali czuliśmy się naprawdę bezpiecznie i to jest kolejny fakt, który należy odnotować. No może oprócz podróży skuterem, ale w Azji po prostu przepisy drogowe funkcjonują nieco inaczej niż te europejskie do których jesteśmy przyzwyczajeni ;) Otwartość w dzieleniu się z turystami swoją historią, religią i kulturą to dla nas kolejna wartość dodatnia. Nie tylko mogliśmy dowiedzieć się, że Bali jest praktycznie jedyną hinduską wyspą w muzułmańskim kraju jakim jest Indonezja, a także oglądać klasyczne tańce, czy tworzyć wspólnie typowe, balijskie ofiary. To zdecydowanie było coś więcej niż to czego spodziewaliśmy się po instagramowym miejscu.
Podsumowując Bali skrywa za sobą coś więcej niż tylko mityczne miejsca rodem z innego świata. Barwna Indonezja pełna niezwykłych ludzi, kultury, jedzenia, a przede wszystkim tego ciepła i niekonczącego się uśmiechu pomimo tego, że życie rdzennych mieszkańców do najłatiwejszych nie należy. Dlatego koniecznie wybierzcie się tam jak najszybciej dopóki kapitalistyczny świat nie pochłonął w pełni tej wyjątkowej wyspy, a przepiękna historia tego miejsca z pewnością Wam to szybko wynagrodzi.
10:13
3
Comments
WYSPA MAALHOS
Wyspa Maalhos położona jest na Baa Atol - jednym z 21 atoli, czyli jednostek administracyjnych na Malediwach. Atole to wyspy koralowe tworzące kształt pierścienia otaczające fragment morza nazywany laguną. Sama wyspa znajduje się w odległości 2 godzin drogi za pomocą lokalnych speed boatów. A jeśli zdecydowalibyśmy się na transport samolotem to czas lotu wynosi około 30 minut. Duża różnica jest jednak w cenie, za transport morski zapłacimy 50 USD za osobę w jedną stronę, a za lotniczy minimum 200 USD za osobę w jedną stronę.
Sama wyspa ma około 1 km długości w każdą stronę i jest wyspą publiczną, na której rdzenni mieszkańcy toczą normalne codzienne życie. Oprócz portu na wyspie znajdziemy kilka restauracji, dwa małe sklepy spożywcze, szkołe podstawową i infrastrukturę sportową jak hala czy boiska. Oczywiście nie brakuje pięknych, piaszczystych plaż dookoła całej wyspy, a dodatkowo na wyspie znajduje się taka malutka dżungla, która nadaje dodatkowo wyjątkowego klimatu. I powiem Wam, że o ile zazwyczaj na wyjazdach jesteśmy bardzo mobilni i aktywni to tydzień w takim miejscu pozwolił nam świetnie zresetować głowy i po prostu odpocząć.
GDZIE SPAĆ?
Cały nasz wyjazd spędziliśmy w jednym hotelu - Thundi Village & Spa, a z okna naszego pokoju mieliśmy piękny widok bezpośrednio na ocean, w którym co jakiś czas można było dostrzeć przepływające niedaleko brzegu grupki delfinów. Sam obiekt prowadzony jest przez wyjątkowo miłych właścicieli, a obsługa dba o każdy dzień naszego pobytu. W hotelu znajduje się restauracja, a zamawiając pobyt, mamy do wyboru trzy opcje wyżywienia - same śniadania, HB oraz FB. Zdecydowanie polecamy minimum opcje HB (dla nas była wystarczająca), która zapewni Wam duży komfort i wygodę z racji tego, że sama wyspa Maalhos nie jest za dużo i ilość restauracji jest zdecydowanie ograniczona. Jeśli chodzi o jedzenie to na pewno będziecie mieli okazje spórbować lokalnych dań, ale też znajdzie się coś dla miłośników bardziej klasycznych wyborów. Cały klimat tego miejsca idealnie oddaje wyjazd na Malediwach - cisza, spokój i idealny kontakt z naturą. Bardzo blisko naszego hotelu znajdowała się plaża przeznaczona dla turystów, czyli miejsce gdzie bikini będzie jak najbardziej dozowoloną opcją.
W Thundi mamy też możliwość uczestniczenia w wielu wycieczka zorganizowanych, o jednej z nich zaraz dokładnie opowiem, a także hotel dba o Twój dojazd z lotniska Male do hotelu. Bookuje miejsca na łodzi i odbiera z portu na wyspie. Jeśli szukacie miejsca, w którym stosunek jakości do ceny na Malediwach będzie na odpowiednim poziomie to Thundi będzie wyborem idealnie dla Was.
ATRAKCJE
Czy tydzień na malutkiej rajskiej wyspie na środku oceanu to za długo, a może zdecydowanie za mało, żeby tak naprawdę odpocząć i poczuć się naprawdę zrelaksowanym? My kompletnie przypadkowo zaplanowaliśmy na nasz wyjazd na Malediwy dokładnie tydzień i trzeba przyznać, że wyszło idealnie. Tak jak wspominiałam wcześniej jesteśmy miłośnikami aktywnego wypoczynku, jednakże każdy potrzebuje chwili wytchnienia. Po bardzo owocnych i intensywnych dwóch tygodniach na Bali tydzień na malutkiej wyspie był idealnym dopełnieniem naszego miesiąca miodowego. Przyznam szczerze, że idealnie trafiliśmy też z pogodą, ponieważ wyspa żegnała nas deszczem, który miał jej towarzyszyć przez cały kolejny tydzień, a podczas naszego pobytu nie opuszczało nas słońce i temperatura w okolicach 30 stopni. Jednakże dwa tygodnie w takim miejscu to byłoby zdecydowanie za długo, ponieważ nie jesteśmy ogromnymi miłośnikami samego wypoczywania na plaży tak więc całkiem przypadkowo idealnie trafiliśmy z długością pobytu.
Czas przejść do atrakcji i nie możnaby zacząć inaczej niż od tego co Malediwy mają najlepszego! Niesamowite czyste plaże, przepiękna czysta woda, gorące temperatury i gwarancja tego, że takiej wody nie spotkacie w wielu miejscach na świecie. Na publicznej wyspie większość plaż jest publiczna i tam trzeba zachować odpowiednie zasady dotyczące stroju, natomiast na Maalhos jest przeznaczona piękna, długa plaża dla turystów gdzie można czuć się w pełni swobodnie i korzystać z tego co najlepsze.
Skoro wybraliśmy się nad wodę grzechem byłoby nie wspomnieć o głównej rozrywce praktycznie wszystkich turystów na wyspie, a mianowicie o snurkowaniu, czyli po prostu oglądanie ryb, koralowców i całej podmorskiej przyrody za pomocą okularków oraz rurki do oddychania. Powiem Wam, że to był mój pierwszy raz i byłam mega zachwycona. Dla mniej doświadczonych pływaków jak ja spokojnie razem z zestawem można wypożyczyć kamizelkę ratunkową, która sprawia że praktycznie nie odczuwamy zmęczenia unoszeniem się na wodzie. W okolicach Maalhos mieliśmy okazję zobaczyć przepiękne okazy podmorskich stworzeń, a Malediwy z pewnością są idealnym miejscem do snurkowania ze względu na swoje położenie na koralowcach. Co ważne nie trzeba oddalać się daleko od brzegu, żeby zobaczyć wyjątkowo piękne rośliny i zwierzęta.
Kolejna atrakcje wiąże się z wypłynięciem na bardziej otwarte wody. Hotele i specjalne firmy organizują wiele ciekawych wyjazdów, a my wybraliśmy jeden bardzo charakterystyczny dla tamtych okolic, czyli wycieczkę na snurkowanie z płaszczkami. Sama podróż trwała około 20 minut do miejsca docelowego a tam wyskoczyliśmy z łodzi na środek oceanu. Choć na początku byłam przerażona to mając na sobie kamizelkę i trzymając się kółka przy którym płynął nasz przewodnik mogłam poczuć się zdecydowanie pewniej. Trzeba przyznać że same widoki to niezpomniane przeżycie. Stado ogromnych płaszczek pływających bezpośrednio pod Tobą, do tego ogromne ławice ryb, a podobno i czasem niegroźne rekiny, których my akurat nie spotkaliśmy to z pewnością gwarancja wyjątkowych przeżyć. Trzeba niestety uważać na chorobę morską, bo przy wyłączonych silnikach na środku oceaniu bujanie na łódce jest naprawdę ogromne.
Co robić w takim razie na lądzie? Oprócz próbowania lokalnych przysmaków, warto po prostu zwolnić. Codziennie wybieraliśmy się na dwa spacery po wyspie, które był wspaniałym czasem do rozmowy. Film, książka, różnego rodzaju gry, a także poznawanie nowych ciekawych osób z całego świata, które właśnie w tym samym momencie trafiły na tą malutkę wysepkę.
Podsumowując Malediwy dają świetną okazję, żeby zwolnić, poczuć piękno natury i przede wszystkim odpocząć od codzienności. Codziennie rano budziliśmy się z widokiem jak z bajki i pod względem natury nie zawiedliśmy się w najmniejszym stopniu. Tydzień na Malediwach to idealny czas dla nas, pamiętajcie jednak, że każdy może mieć swoje spojrzenie na długość pobytu, niezależnie od tego czy wybierzecie wyspę prywatną czy publiczną to możecie być pewni, że spędzicie tutaj wyjątkowy czas. Dajcie znać w komentarzach, jak podobają się Wam kadry z wyspy Maalhos ;)
10:33
2
Comments
Witajcie kochani! Dzisiaj mam dla Was garść bardzo praktycznych informacji z jednego z najbardziej pożądanych miejsc na świecie! Malediwy to malutkie wysepki położone na Oceanie Indyjskim, których sumarycznie jest około 1200. Rozciągają się około 500 km na południe od półwyspu indyjskiego, ale co sprawiło, że tak odległy zakątek świata stał się tak chętnie odwiedzanym miejscem przez turystów z całego świata? Na pewno każdy z Was choć raz widział przepiękne zdjęcia, filmiki i opisy rajskich wakacji na Malediwach i to właśnie wyjątkowa narracja która dociera do nas z różnych zakątków internetu tworzy nasz obraz tych wyjątkowych wysepek. Prywatne wyspy, domki na wodzie, złociste plaże i oczywiście przezroczysta, turkusowa woda pełna koralowców, rybek i wyjątkowych morskich stworzonek. Nie da się ukryć, że tak właśnie jest, jeśli chodzi o naturę rzeczywistość nie zawodzi i można się naprawdę zakochać, jednakże infrastruktura na miejscu jest już bardziej zróżnicowana, a wszystko tak naprawdę zależy od zasobności naszego portfela.
19:14
No Comments
Cześć Moi Drodzy! Tak jak wspominałam rok 2023 to doprawdy przełomowy czas w moim życiu. W końcu, czy może być coś bardziej wyjątkowego dla każdej kobiety niż ślub, przyjęcie weselne i wszystkie radości oraz troski z tym związane? I choć od wizyty w salonie do daty finalnej pozostało niecałe pół roku, to moje przygotowania rozpoczęły się już dużo dużo wcześniej. Pomijając calutki chaos kłębiący się w mojej głowie, setki pomysłów przeobrażających się z dnia na dzień w zupełnie inne koncepcje muszę Wam szczerze przyznać, że uwielbiam to uczucie. Uczucie lekkie stresu, niepewności, czy to co planuje uda mi się zrealizować tak jak to sobie wymarzyłam. To naprawdę mnie napędza do działania, dlatego mam w planach z przyjemnością dzielić się z Wami moimi ślubnymi doświadczeniami, przeżyciami oraz spróbować poradzić mając świadomość przed iloma wyzwaniami stoją państwo młodzi u progu wejścia na zupełnie nową ścieżkę życia.
Dzisiaj będzie to tematyka jednego z najbardziej elektryzujących wyborów w całym ślubnym maratonie, a mianowicie opowiem Wam o tym jak wyglądał mój wybór sukni ślubnej. Mam nadzieję, że każda z Was w przestrzeni swojej wyobraźni odnajdzie siebie w takiej sytuacji lub być może przeniesie się w przeszłość jeszcze raz przypominając sobie tamten wyjątkowy dzień.
Pierwsze rozeznania to oczywiście zabawa z internetowymi inspiracjami, co jest oczywiście bardzo słuszną drogą, a zarazem lekko niebezpieczną. Liczba krojów, fasonów, materiałów i szczegółowych rozwiązań zdecydowanie zbija z nóg, a Twoja wymarzona suknia po 5 minutach, schodzi na dalszy plan, gdy znajdujesz kolejną jeszcze lepszą i tak dalej i tak dalej... W poszukiwaniu czegoś dla mnie przemierzyłam chyba wszystkie zakątki Internetu, a wraz z tą podróżą moja ekscytacja związana z tym wyborem rosła w zatrważającym tempie. Jak się miało okazać, scrollowanie galerii i filmików nijak się ma do chwili, gdy stajemy przed lustrem w salonowej przebieralni i już wiemy, że to jest właśnie ta suknia, której nie da się odmówić.
W końcu przyszedł czas, aby słowa stały się czynem, ale nie było to wybór prosty, a tym bardziej nie przypadkowy. W wirtualnych chmurach natrafiłam na profil Centrum Mody Ślubnej Ksymena, który po prostu nie tylko oczarował mnie swoimi sukniami, ale co więcej nie chciał dopuścić do siebie myśli, że jest sens szukać czegoś innego skoro to właśnie tutaj jest to o czym marzyłam! Pojawił się tylko jeden problem - odległość. Jednak pomyślałam o tym, że raz kozie śmierć w końcu 400 km w drodze do spełnienia marzeń nie wydaje się wysiłkiem nie do przeskoczenia, prawda?
Ruszyliśmy w drogę z samego rana, a ja w głowie miałam jedną myśl, jedną sukienkę, której nie mogłam się doczekać aż ją przymierzę. Sama podróż minęła mi w mgnieniu oka, a gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce nagle poczułam ogromny stres. Bo w sumie jak to będzie wyglądać? Co będziemy robić? Czy będzie miła atmosfera? Setki pytań kłębiły się w mojej głowie, bo w sumie nie uczą tego w szkołach jak wybiera się suknie ślubną i co by nie mówić wydaje się to dosyć niepowtarzalnym przeżyciem.
Weszliśmy do salonu, w którym rzeczywiście można poczuć się jak w bajce, przepiękny podest, na którym można zaprezentować się w danej kreacji, błyszczące z każdej strony lustra, aby dostrzec każdy detal no i wyjątkowa kotara, która oddzielna ogromną przebieralnie, a gdy rozsuwa się elektrycznie czujemy się jakbyśmy wkraczali co najmniej na scenę teatru. Grzechem byłoby w tym miejscu nie wspomnieć o właścicielce salonu - Iwonie, ponieważ dawno nie spotkałam osoby tak rozgrzewającej miłością do tego, co robi. To ona zapewniła, że czułam się komfortowo, a wszelkie początkowe stresy uleciały nie wiadomo kiedy. Jednak przede wszystkim życzę każdemu z Was żebyście mogli skonsultować swój wybór z takim ekspertem branży jak ona. I to jest to co moim zdaniem miało największy wpływ na mój ostateczny wybór. Doświadczenia nie oszukasz, a Iwona zaproponowała mi same wyjątkowe kreacje, które dopasowywała do mojej sylwetki, do mojej wizji, ale nie tylko. Chciała pokazać mi różne możliwości, abym mogła sama poczuć to, jak w każdej z nich się czuję.
Ale zaraz, zaraz, przecież mówiłam na początku, że jechałam do salonu z wizją, że tak naprawdę wiem czego potrzebuję, wiem co chcę i nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek innego wyboru. Jednak z każdą kolejną opcją w mojej głowie powstawał coraz większy mętlik. Ta, czy ta? A może jednak ta? Kluczowe w tym wszystkim było to jak w danej sukni się czułam. Moja faworytka o której nie mogłam przestać myśleć zanim przyjechałam do salonu okazała się być mało wygodna i średnio pasować do moich kształtów. Zostałam podczas tego wyjazdu wstrząśnięta i zmieszana, ale po wszystkim mogłam powiedzieć, że wyszłam z moją, nową miłością. Którą nie tylko zobaczyłam na żywo, ale przede wszystkim mogłam przymierzyć i poczuć jak się w niej czuję.
Cały ten wyjazd był czymś naprawdę wyjątkowym i życzę każdej z Was, żeby towarzyszyły Wam co najmniej takie emocje jak mi. Życzę też, żebyście trafiły na salon z prawdziwym specjalistą tak jak ja trafiłam na Iwonę. Oczywiście Centrum Mody Ślubnej Ksymena mogę polecić Wam z całego serca, bo jest to miejsce, w którym każda Panna Młoda poczuje się jak księżniczka z bajki. Tym bardziej, że nigdy do końca nie da się przewidzieć, co zastaniemy na miejscu i z czym postanowimy wrócić do domu! Ja absolutnie nie żałuję ani złotówki, ani kilometra i jestem bardzo ciekawa, czy wy również macie swoje wyjątkowe przeżycia związane z wyborem sukni ślubnej?
18:42
1 Comments
Cześć kochani! Za nami intensywny sierpieÅ„! Z racji tego, że 29 lipca tego roku wziÄ™liÅ›my Å›lub (o którym tez postaram siÄ™ żeby siÄ™ tutaj sporo pojawiÅ‚o) caÅ‚y sierpieÅ„ spÄ™dziliÅ›my w podróży poÅ›lubnej ❤️ ByÅ‚a to wyjÄ…tkowa podróż, w której odwiedziliÅ›my 4 kraje, mieliÅ›my 11 lotów i przede wszystkim przeżyliÅ›my ogrom przepiÄ™knych chwil. Którymi oczywiÅ›cie z chÄ™ciÄ… bÄ™dziemy siÄ™ z Wami dzielić.
Dzisiaj zabieram Was na wyspę, która przez wiele ostatnich lat była jednym z moich marzeń i wciąż nie mogę w to do końca uwierzyć, że udało nam się ten wyjazd zrealizować. Mowa o odległej o 11 tys. km od Polski indonezyjskiej wyspie Bali, która w ostatnim czasie tak bardzo zyskała na popularności zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, czy jest tam rzeczywiście tak pięknie jak piszą i pokazują na zdjęciach. I na początku podzielę się z Wami moją subiektywną listą miejsc, które na Bali trzeba koniecznie odwiedzić, zapraszam! Kolejność przypadkowa 😉
1. Alas Harum - można powiedzieć, że to miejsce pocztówka, które przyciąga przyjeżdżających turystów z całego świat. Jest to coś w stylu parku rozrywki, położonego między ryżowymi tarasami, pełnego słynnych huśtawek, elementów balijskiej kultury, a do tego 3 restauracje oraz infinity pool! Wejściówka to koszt 50k IDR (13 PLN), ale trzeba pamiętać że huśtawki oraz wypożyczalnia strojów jest dodatkowo płatna. Na miejscu możemy wziąć udział w darmowym pokazie kawowym, gdzie zobaczymy cały proces wykorzystywani ziaren i spróbujemy pysznej lokalnej kawy.
2. Uluwatu Temple - śmiało można powiedzieć, że jest to najpiękniej położona świątynia na całej wyspie. Klify Uluwatu tworzą przepiękny klimat, a choć sama świątynia może nie należy do tych największych to klimat parku i przede wszystkim widoków na ocean jest zdecydowanie wart odwiedzenia. To tutaj właśnie nastąpiło nasze pierwsze spotkanie z balijskimi małpami, bądźcie czujni bo lubią skubnąć turystom przekąski czy okulary przeciwsłoneczne. Wejście to koszt 50k IDR (13 PLN) a w cenie wejścia dostajemy sarong, który jest obowiązkowy, aby móc wkroczyć na teren świątyni.
3. Virgin Beach - teraz przenosimy się na wschodnią część wyspy na prawdziwą rajską plażę, która może nie jest w pełni dziką plażą, ale ma w sobie coś dziewiczego z nazwy. Autem czy skuterem dojedziemy pod samą plażę, a dojeżdżając na miejsce będziemy mogli podziwiać fantastyczne widoki z góry. Natomiast na miejscu to co najlepsze, czyli lazurowa woda, piękne piaszczyste zejście, las palmowy i oczywiście na dokładkę pyszna woda z kokosa! Zobaczcie na zdjęcia i myślę, że nie trzeba będzie Was długo przekonywać.
4. Monkey Forest - to chyba jedna z najbardziej znanych atrakcji na całej wyspie, ale śmiało mogę powiedzieć, że nie jest przereklamowana. Wejście nie jest tanie, bo kosztuje 100k IDR (26 PLN) od osoby, ale dla kogoś kto na co dzień nie ma styczności z małpami będzie to wyjątkowy spacer. Spacer podczas którego minięcie się z co najmniej setkami małpek, które żyją tam sobie po prostu na wolności. Nie ma co tego porównywać do wyjścia do zoo, bo jest to zupełnie inny rodzaj przeżycia. Na pewno trzeba być ostrożnym i stosować się do zaleceń, ale w tym miejscu nie sposób się nudzić.
5. Klingking Beach - tutaj mamy jeden malutki wyjątek, bo plaża nie znajduje się na Bali tylko na pobliskiej wyspie Nusa Penida, ale jest to punkt obowiązkowy aby zobaczyć tą niewielką wyspę. Ta plaża to jej danie główne, które często nazywa się T-Rex Beach ze względu że skały przypominają kształtem tego prehistorycznego dinozaura! Już sam widok z góry zapiera dech w piersiach, spotkacie tam wiele małpek, które tylko czyhają na nieuwagę turystów więc bądźcie ostrożni. Jednak to wyjątkowe miejsce da się poczuć dopiero po zejściu na dół, ale uwaga! Nie jest to zejście dla każdego, bo jest to wymagająca górka wspinaczka często po bardzo stromych skalnych ścianach. Do dyspozycji są barierki, ale z racji ilości ludzi którzy poruszają się wąską trasą w dwóch kierunkach trzeba być bardzo ostrożnym, a sama droga w jedną stronę trwa 40-60 min. Nie powiem, że było łatwo, ale Zdecydowanie mogę powiedzieć że było warto! Z resztą sami zobaczcie. PS wjazd na parking przy plaży skuterem to koszt 10k IDR (2,60 PLN)
6. Tirta Gangga - czyli kolejne miejsce do którego dostaniemy się za 50k IDR (13 PLN). Są to słynne ogrody na wodzie, które idealnie oddają charakter hinduistycznej kultury, która od wieków króluje na Bali. Punkt obowiązkowy podczas wycieczki na wschód wyspy.
7. Melasti Beach - ruszamy na południowy kraniec wyspy, a tam mogliśmy powiedzieć, że nigdy tak blisko Australii nie byliśmy. Klasycznie jak przy wjazdach na większe plaże opłata wynosi 10k IDR (2,60 PLN) od osoby. Jest to bardzo słynne miejsce szczególnie ze względu na Beach Club, wiec jeśli lubicie od czasu do czasu zrelaksować się w tego typu miejscach to na Melasti zrobicie to z wyjątkowymi widokami. To był właśnie nasz plan na ten dzień i zdecydowanie nie mieliśmy czego żałować, z resztą sami zobaczcie.
8. Canggu - czyli najlepsze miejsce na pyszne jedzonko, imprezy i relaks w balijskim stylu. Jeśli nie tylko lubicie dobrze zjeść, ale zrobić to w wyjątkowym miejscu to Canggu będzie idealnym punktem startowym przygody. Oczywiście na miejscu jest tez plaża, ale to nie ona robi tu najważniejszą robotę. Jeśli szukasz Bali z Instagrama to zdecydowanie znajdziesz go w Canggu.
9. Ubud Water Palace - przenosimy się do Ubud, czyli serca i duszy wyspy. Położone wyrosły dżungli, pełne rytualnego spokoju miasto to najlepszy punkt, aby nabrać sił wypocząć i oczyścić głowę. A czy byłaby wizyta w Ubud bez zobaczenia kolejnego słynnego wodnego pałacu? No właśnie, co więcej pamiętajcie, że wieczorami odbywają się tam rytualne tańce na które można kupić oddzielną wejściówkę, wejście na zwiedzanie jest darmowe, a na wieczorny występ kosztuje 80k IDR (20,8 PLN).
10. Thomas Beach - na koniec kolejna plaża tym razem w okolicach Uluwatu Temple. Znajduje się tuż obok swojej słynniejsze siostry Uluwatu Beach, ale na nas zdecydowanie zrobiła lepsze wrażenie. Jest to miejsce gdzie zdecydowanie można zatrzymać się na cały dzień, a piękne klify tworzą na wybrzeżu niezwykły klimat! Parking jest darmowy, a przy plaży znajdują się klimatyczne knajpki z lokalnym jedzeniem. My byliśmy tylko przejazdem, ale chętnie wrócilibyśmy tam na dłużej!
Dajcie znać, czy macie jakiegoś swojego faworyta w tym zestawieniu? Do usłyszenia niedługo ;)
08:22
No Comments



